Wojna z piwnymi idiotyzmami

Do świadomości coraz większej liczby ludzi przedostaje się sensacja, że piwo to jednak nie „zupa chmielowa”, a „ważenie” nie ma nic wspólnego z „warzeniem” browaru. W ślimaczym tempie, ale piwna ewolucja się dokonuje. Mimo to wciąż trafiam na „kwiatki”, które wbijają w fotel. Jak ten w poważnej, bo wydanej nakładem Polskiego Wydawnictwa Ekonomicznego, publikacji „Kuchnia polska” z 2005 roku.

Zwykle z opasłego tomiszcza korzystam, bawiąc się w kulinarne eksperymenty. Coś mnie jednak tknęło, żeby sprawdzić, co „wypichcili” tam o domowych trunkach, a złocistym w szczególności. I wiecie co? Włos mi się na głowie zjeżył… Otóż stoi tam jak byk, że brzeczka to ni mniej, ni więcej, jeno – uwaga! – wyciąg z chmielu (sic!).

Rozumiem, że koncernowe browary przez laty namąciły ludziom w głowach i teraz trzeba to odkręcać, ale żeby nobliwe wydawnictwo wypisywało podobne brednie….?!

Swoją drogą, gdyby tak przeprowadzić sondę uliczną wśród mieszkanców Gdańska i zapytać ich o główny składnik piwa, ciekawe ilu z nich – procentowo – odpowiedziałoby, że chodzi o słód, a nie chmiel?

Gdzie jak gdzie, ale w naszym ponad 1000-letnim grodzie, w którym cechy browarników i słodowników do mniej więcej połowy XVI stulecia wiodły prym, a piwo stanowiło podstawowy napój, zaspokajający pragnienie – wiedza o podstawach sztuki piwowarskiej powinna być ponadprzeciętna.

Dlaczego to piwo zastępowało wodę w roli prymusa? Z prostej przyczyny. Ta pierwsza, niefiltrowana niosła groźbę łatwego złapania paskudnego choróbska, piwo zaś – po gotowaniu nachmielonej brzeczki pozbywało się wszelkich drobnoustrojów i choćby to przesądzało o jego popularności.

Piwo pito w formie polewki na dobry początek dnia, spożywano je także na sen. Gdańszczanie nie stronili od niego również w ciągu dnia. Naprzykład tzw. robotnicy dniówkowi w średniowieczno – renesansowym Gdańsku część wynagrodzenia otrzymywali w naturze, czyli w postaci…piwa. Zwykle przysługiwał im jeden sztof, czyli ok. 1,4 litra, co stanowiło  20-30 procent pensji.

Tak czy owak – zachęcam do samodzielnego warzenia, bo raz – frajda, a dwa – lepsze piwo w żołądku niż… woda w kolanie 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s